piątek, 18 września 2009

wyżalić się muszę troszkę... :(

Obchodziłam niedawno rocznicę ślubu. Całkiem nawet okrągłą, bo dziesiątą :) No i postanowiliśmy z mężem, że nie będziemy wielkiej imprezy robić, a po raz pierwszy od pojawienia się na świecie dzieci wyrwiemy się gdzieś we dwoje. Najpierw mieliśmy jakąś wycieczkę na myśli, ale ostatecznie, z powodów różnych przeróżnych (wcale niekoniecznie finansowych), zdecydowalismy się na nieco przedłużony wyjazd weekendowy w nasze góry. Za którymi tęsknimy ogromnie, jako że nasze pociechy wymagają na wakacjach stałego dostępu do dużej ilości piasku i wody. Co oczywiście kończy się tym, że urlop spędzamy nad morzem. Wreszcie nadeszła środa (a wyjeżdżać planowaliśmy w czw., po Jaśka lekcjach, żeby tylko jeden dzień szkolny wakacjował u babci). I co? Kto zgadnie? Nasze dziecię starsze, to szkolne właśnie, postanowiło dostać gorączki. Wysokiej. Z atrakcjami (czyli wymiotował również). Ale nic to, z nadzieją że to jednak może "tylko" lekkie zatrucie, niestrawność czy coś w tym stylu, czekamy do czwartku. Niestety - Jaśkowi temperatura zamiast spadać, zaczęła zatrważająco rosnąć, osiągając po południu ponad 39 stopni. Już bez dodatkowych objawów. Oczywiście - z wyjazdu nici. Nie zostawię chorego jęczącego dziecka babci, w dodatku musielibyśmy go przewozić i ciągle byśmy się martwili co tam u niego... Ech... No i nie bardzo możemy ten wypad przełożyć, różne inne zobowiązania powodują, że najwcześniej moglibyśmy się wyrwać pod koniec października... A wtedy to już raczej nie połazimy za dużo i na słońce za badzo nie ma co liczyć... :(

I żeby było jeszcze weselej - dziś od rana Jasieczek żwawy jak skowronek i dokazuje na całego! O wczorajszej niedyspozycji przypomniał nam jedynie incydent z krwią lecącą z nosa przez moment... No i tak właśnie. Pogoda za oknem cudna, dzieci zdrowe i dokazują. A miało być romantycznie i we dwoje i w górach i w ogóle...

A scrapowo: zrobiłam nowe zdjęcie tego ślubnego LOsa dla brata, może lepiej widać?


Poza tym znów ciekawe candy się odbywa, tym razem u owieczki, do 4 października :)
ps. No nie wiem co zrobić z tymi zdjęciami... Robię tak samo jak w kilku wcześniejszych postach,a paskudztwo nie chce się powiększać :(

2 komentarze:

nowalinka pisze...

Ach, ten los przewrotny...mam nadzieje, że jednak uda sie nadrobić wspólny wyjazd :)
Fajny scrapek, klimatyczny :)

gatto pazzo pisze...

No to Was Jasiek porobił ;). Ale co się odwlecze...
A w ten weekend ma być tak ładnie, że nawet z dzieciakami w podpozańskich lasach może być przemiło! Szkoda mi tylko tego albumu, który mógłby z takiego romantycznego weekendu powstać.
Trzymaj się Coco kochana!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...